Konsultacja online z lekarzem. Odpowiedź tego samego dnia.Lekarz online tego samego dniaSprawdź terazSprawdź
Dobre zdrowie

Wypadanie włosów

Włosy: pielęgnacja i hamowanie wypadania

Około połowa dorosłych zauważy u siebie przerzedzenie włosów. Co naprawdę działa, co jest marketingiem i od czego zacząć. Przewodnik po tym, co o wypadaniu włosów mówi dziś medycyna.

Autor: lek. Jakub StanisławskiPublikacja: 15 stycznia 2024Przegląd merytoryczny: 17 sierpnia 2026 27 min czytania
Zbliżenie na gęste włosy i skórę głowy w ciepłym świetle
There's many a man has more hair than wit.William Shakespeare

W wolnym przekładzie: wielu ludzi ma więcej włosów niż rozumu. Rzecz w tym, że część z nich chętnie zamieniłaby rozum na więcej włosów. Włosy są dla nas wyjątkowo ważne. Większość z nas o tym nie myśli i bierze je za pewnik. Gdy jednak zaczynamy je tracić, pojawia się strach, lęk, u części osób depresja. Dla wielu ludzi to codzienność, a nie hipotetyczny scenariusz.

Włosy, podobnie jak starzenie się i kondycja skóry, bywają źródłem naprawdę sporych kompleksów. A na kompleksach łatwo się zarabia. Świadczą o tym choćby liczby: rynek produktów, leków i kosmetyków stosowanych w łysieniu szacowany jest na 9 miliardów dolarów i rośnie o 8–9% rocznie.

Około 50% populacji, zarówno mężczyzn, jak i kobiet, doświadczy przerzedzenia lub wypadania włosów na tyle wyraźnego, żeby to zauważyć. Badania pokazują, że 80–90% z tych osób uznaje to za problem na tyle duży, by się nim zamartwiać, zwykle niezdrowo, i szukać rozwiązania. Oczywiście w internecie.

Zagłębiając się w internecie w jakąkolwiek tematykę, warto być czujnym i sceptycznym. W przypadku zdrowia, starzenia się, włosów i skóry uczulam na to wyjątkowo. Znajdziecie tam samych profesjonalistów, którzy proponują skuteczne, poparte nauką rozwiązania. Część z tych osób to naprawdę świetni specjaliści. Część skończyła jeden kurs online, albo i tego nie.

„Naukowo poparte” czasem znaczy: ugruntowane rozwiązanie potwierdzone dużymi metaanalizami, badaniami z zaślepieniem i grupą placebo, na tysiącach pacjentów, stosowane potem z powodzeniem u milionów chorych. Innym razem znaczy: „nowoczesna i rewolucyjna” metoda potwierdzona jednym badaniem na świńskiej skórze, wykonanym przypadkiem przez krewnego właściciela firmy, która ten wspaniały produkt sprzedaje.

„Skuteczne” też ma dwa znaczenia. Albo daje namacalny, mierzalny efekt, albo brzmi tak: skuteczne jest, tylko sześć miesięcy to za mało, musi Pan dokupić zapas na kolejne sześć, mogę dać 10% rabatu. Laikowi trudno odróżnić jedno od drugiego. Warto więc zapamiętać prostą regułę: gdybyśmy mieli cudowne rozwiązanie problemu łysienia, niewielu ludzi byłoby łysych.

Nie jestem alfą i omegą, nie przeczytałem wszystkiego i nie zgłębiłem każdego szczegółu tego problemu. Chcę natomiast przybliżyć wam stan wiedzy medycznej na temat wypadania włosów. Tylko taką wiedzę bierzcie pod uwagę, zabierając się za jakikolwiek problem zdrowotny. Rozwiązania, które opiszę, są sprawdzone i stosowane od lat i to one powinny stanowić podstawę. Reszta jest dodatkiem.

Czym jest włos

Ludzie rodzą się z około 5 milionami mieszków włosowych i uważa się, że po urodzeniu nie powstają już żadne nowe. To pula, z którą przechodzimy przez całe życie.

Włosy same w sobie mają niewiele funkcji fizycznych. Należą do nich ochrona przed promieniowaniem UV, ograniczanie utraty ciepła i czucie dotykowe. Dzielimy je na włosy końcowe, pośrednie i meszkowe. Włosy końcowe to te klasyczne: skóry głowy, pach, okolic łonowych, brody, brwi i rzęs. Są długie, grube i pigmentowane i to na nich się dziś skupimy. Włosy meszkowe są krótkie, zwykle pozbawione pigmentu i pokrywają ciało. Włosy pośrednie mieszczą się pomiędzy.

Włos wyrasta z mieszka włosowego zlokalizowanego w skórze. Mieszek składa się z kilku warstw komórek i struktur, a każda z nich odpowiada za coś innego.

Przekrój skóry z opisanym mieszkiem włosowym: trzon włosa, gruczoł łojowy, mięsień przywłosowy, pochewki korzenia, macierz i brodawka włosa
Budowa mieszka włosowego w przekroju skóry.
  • Komórki cebulki włosa: dzielą się i produkują włókno włosa. W procesie keratynizacji keratynocyty przekształcają się w martwe, zrogowaciałe komórki włosa. Sam włos jest więc martwy i zbudowany z białek keratynowych, w których aminokwas cysteina dostarcza siarki do mostków disiarczkowych stabilizujących jego strukturę.
  • Torebka naskórkowa: warstwa komórek otaczająca cebulkę, odżywiająca i wspierająca włos w trakcie wzrostu. To w niej znajdują się komórki macierzyste.
  • Melanocyty: komórki produkujące melaninę, czyli pigment nadający włosom kolor. Melaniny mamy dwie, eumelaninę i feomelaninę, a proporcje między nimi decydują o odcieniu. Włosy pozbawione melaniny to włosy siwe.
  • Gruczoły łojowe: produkują łój, czyli sebum, które chroni włos i skórę, uszczelnia ją przed utratą wody i ma działanie antybakteryjne.
  • Mięsień przywłosowy: każdy włos ma swój własny. U naszego gatunku to relikt. U innych zwierząt uniesienie futra poprawia izolację cieplną i optycznie powiększa sylwetkę, co odstrasza drapieżniki.

Mięsień przywłosowy kontroluje współczulny układ nerwowy, więc reaguje na bodźce związane z zagrożeniem i stresem. Stąd włosy, które w chwili przerażenia „stają dęba”. U kotów i psów świetnie widać to na grzbiecie, gdy zwierzę czuje zagrożenie.

Cykl wzrostu włosa

Cykl mieszka włosowego rozpoczyna się jeszcze w macicy i składa się z trzech etapów: anagenu, katagenu i telogenu. Czasem wyróżnia się dodatkowo tak zwany egzogen, czyli sam moment wypadnięcia włosa.

Schemat czterech faz cyklu włosowego: anagen, katagen, telogen i wczesny anagen, z zaznaczonym mieszkiem i brodawką skórną
Fazy cyklu wzrostu włosa.

Faza anagenu jest najdłuższa. Trwa średnio 3 lata i waha się od 1 roku do nawet 8 lat, zależnie od okolicy ciała. To także faza, w której znajduje się 90–95% wszystkich włosów. Anagen to okres wzrostu z intensywną aktywnością podziałową komórek. Im dłuższy anagen, tym dłuższy włos. Dlatego włosy skóry głowy rosną znacznie dłużej niż brwi, rzęsy czy włosy łonowe.

Efektywność anagenu zależy od genetyki, poziomu hormonów, zwłaszcza androgenów, od mikrokrążenia wokół mieszka włosowego i od dostępności składników odżywczych. To ważne zdanie, bo prawie wszystko, co skutecznie robimy w łysieniu, sprowadza się do poprawy ukrwienia skóry głowy. Dieta bogata w białko, witaminy i minerały, szczególnie cynk i żelazo, wspiera długość i jakość tej fazy. Zaburzają ją z kolei stres, stany zapalne skóry głowy i choroby autoimmunologiczne.

Następnie włos przechodzi w katagen. Keratynocyty mieszka ulegają apoptozie, a włos przyjmuje kształt maczugi, nazywany też wykrzyknikiem. Taki włos wypadnie szybko, sam albo przy lekkim pociągnięciu. Telogen to okres spoczynku, trwający na skórze głowy od 2 do 3 miesięcy, w innych okolicach dłużej. Włos telogenowy wypada, a na jego miejscu wyrasta nowy włos anagenowy i cykl zaczyna się od nowa.

Utrata włosów bywa nieodwracalna, gdy zanikają ujścia mieszków włosowych. Takie przypadki klasyfikujemy jako łysienie bliznowaciejące, czyli trwałe. Łysienie niebliznowaciejące na ogół jest odwracalne i to nim zajmiemy się dalej.

Księżyc w pełni na czarnym nocnym niebie
Łysy jak księżyc w pełni.

Mieszek włosowy to struktura, która nas dziś najbardziej interesuje. To w nim zachodzi cykliczny wzrost włosa: jeden włos wypada, a po chwili pojawia się nowy. Dzieje się tak dlatego, że w mieszku mieszka populacja komórek macierzystych.

Komórki macierzyste to komórki zdolne do samoodnawiania i różnicowania się w różne typy komórek. Mogą dzielić się teoretycznie bez końca, a potem przekształcać w komórki wyspecjalizowane: mięśniowe, nerwowe, skórne. Właśnie to dzieje się na etapie zarodkowym. W trakcie rozwoju wiele populacji komórek macierzystych zanika, a zostają nam komórki macierzyste dorosłe, obecne w różnych tkankach i o bardziej ograniczonych możliwościach.

Jedna z takich populacji znajduje się w każdym mieszku włosowym. To doskonały model badawczy, bo jest łatwo dostępny. A badamy je, bo zdaniem wielu naukowców komórki macierzyste są kluczem do długowieczności i regeneracji narządów. Wrócimy do nich przy omawianiu zabiegów klinicznych.

Rodzaje łysienia

Zaburzenia wypadania włosów klasyfikujemy zwykle jako łysienie bliznowaciejące i niebliznowaciejące. Leczenie zależy od patogenezy i rozpoznania postawionego w ocenie dermatologicznej, a nie od tego, co obiecuje reklama.

Łysienie bliznowaciejące to trwała utrata włosów spowodowana uszkodzeniem mieszków, które zastępuje tkanka bliznowata. Przyczyny bywają różne: choroby autoimmunologiczne, na przykład toczeń rumieniowaty krążkowy, infekcje, stany zapalne skóry, jak liszaj płaski mieszkowy. Zmiany mogą być ogniskowe albo rozlane. Tego typu problemy wymagają wizyty u lekarza i o nich nie będziemy dziś rozmawiać. Na szczęście są rzadkie.

Łysienie niebliznowaciejące to ta grupa, która interesuje nas najbardziej.

  • Łysienie androgenowe: najczęstszy problem, związany bezpośrednio z działaniem dihydrotestosteronu (DHT).
  • Łysienie telogenowe: wynikające ze stresu, chorób lub zaburzeń hormonalnych, prowadzące do przejściowego przerzedzenia. Może nakładać się na androgenowe i pogłębiać obraz.
  • Łysienie plackowate: choroba autoimmunologiczna, w której organizm atakuje mieszki włosowe, powodując ogniskową utratę włosów.

Osoby z łysieniem androgenowym mają podwyższoną produkcję DHT, wyższe poziomy 5-alfa-reduktazy i większą liczbę receptorów androgenowych w objętych procesem obszarach skóry głowy. To podwyższone środowisko androgenowe prowadzi do postępującej miniaturyzacji mieszków włosowych i do charakterystycznego wzorca przerzedzania.

Aktywacja receptora androgenowego przez DHT skraca anagen, czyli fazę wzrostu. Mieszki stopniowo się miniaturyzują, włosy stają się cieńsze i krótsze, a niektóre nie przebijają się już nawet przez naskórek. W badanych próbkach stosunek anagenu do telogenu spada do 5:1, podczas gdy prawidłowy wynosi 12:1.

Genetyka i objawy

Genetyka jest w łysieniu androgenowym kluczowa. Dziedziczenie ma charakter wieloczynnikowy i poligeniczny, czyli kontrolowany przez wiele genów, a nie przez jeden. Synowie mają 5–6 razy wyższe ryzyko łysienia, jeśli łysieją ich ojcowie. Ryzyko dziedziczymy również po matce, a jest ono tym wyższe, im więcej bliskich krewnych mierzy się z tym problemem.

Gen receptora androgenowego

Najlepiej poznanym genem związanym z łysieniem androgenowym jest gen receptora androgenowego (AR), leżący na chromosomie X w locus Xq12. Koduje receptor wiążący DHT. Mężczyźni dziedziczą chromosom X od matek i to tłumaczy, dlaczego predyspozycja przychodzi często ze strony matki.

Kobiety również dziedziczą chromosom X, więc łysienie androgenowe występuje także u nich, choć rzadziej i zwykle łagodniej. Kobiety mają dwa chromosomy X, więc nawet jeśli jedna kopia genu AR jest zmieniona, druga może częściowo kompensować jej działanie.

Dziedziczenie poligeniczne

Poza genem AR istnieją inne loci na różnych chromosomach, które wpływają na ryzyko. Należą do nich geny kodujące enzymy metabolizmu androgenów, na przykład 5-alfa-reduktazę (gen SRD5A2), a także geny kontrolujące odpowiedź immunologiczną. Wpływ tych genów jest addytywny, więc efekt końcowy zależy od tego, ile z nich wylosowaliśmy na loterii zwanej zapłodnieniem. Nie ma sensu wchodzić w to głębiej, bo na razie nie jest to coś, co możemy zmienić.

W łysieniu androgenowym objawy i przebieg różnią się u mężczyzn i kobiet. U mężczyzn zwykle zaczyna się od cofania linii włosów przy skroniach i na czole, czyli od charakterystycznych zakoli. Z czasem przerzedzenie pojawia się na czubku głowy. Wynika to z większej gęstości receptorów androgenowych w tych rejonach, a rozmieszczenie tych receptorów też dziedziczymy.

Plansza z dwunastoma rysunkami głowy mężczyzny w profilu i od góry, pokazująca kolejne stopnie zaawansowania łysienia oznaczone cyframi rzymskimi
Łysienie typu męskiego klasyfikuje się w skali Norwooda-Hamiltona.

U kobiet zmiany mają charakter bardziej rozproszony i dotyczą głównie górnej części głowy. Linia włosów przy czole przeważnie pozostaje nienaruszona, ale włosy stają się rzadsze, przez co przy przedziałku prześwituje skóra. Najłatwiej zobaczyć to w mocnym świetle w łazience. Ostrzegam jednak, że gdy raz się to zauważy, trudno przestać patrzeć.

Plansza skali Ludwiga: rysunki kobiecej głowy od góry z coraz szerszym przedziałkiem i coraz większym przerzedzeniem włosów
Łysienie u kobiet klasyfikuje się według skali Ludwiga.

Łysienie a psychika

Psychologiczne i społeczne skutki wypadania włosów, zwłaszcza w łysieniu androgenowym i plackowatym, są naprawdę duże. Utrata włosów wpływa nie tylko na wygląd, ale też na poczucie własnej wartości, tożsamość i relacje społeczne. Dla wielu osób włosy są oznaką młodości i witalności, a ich utrata bywa odbierana jako niepowodzenie w spełnianiu społecznych norm dotyczących wyglądu.

Nie potrzebujemy badań, żeby to wiedzieć, ale takie badania mamy. Pokazują, że wypadanie włosów, szczególnie u kobiet, wywołuje intensywne reakcje psychiczne: depresję, lęk, fobię społeczną. Prowadzi to do unikania kontaktów i ukrywania problemu z obawy przed oceną. Blisko 40% kobiet z łysieniem zgłasza trudności w relacjach, a 63% w pracy.

Badanie opublikowane w „JAMA Dermatology” wykazało, że osoby z dużym zaburzeniem depresyjnym mają o 90% wyższe ryzyko wystąpienia łysienia plackowatego, a osoby z łysieniem o 34% wyższe ryzyko późniejszego rozwinięcia dużej depresji. Ta zależność działa więc w obie strony.

Osoby z depresją i zaburzeniami lękowymi często gorzej dbają o zdrowie, mają zaburzenia hormonalne i metaboliczne, jedzą byle jak i mają niedobory minerałów, witamin i białka. To wszystko odbija się na kondycji włosów. Do tego wysoki poziom stresu aktywuje oś podwzgórze-przysadka-nadnercza, co zwiększa produkcję kortyzolu. Przewlekle podwyższony kortyzol osłabia cebulki i sprzyja wypadaniu, a badania sugerują, że stres przyspiesza przejście włosów w telogen. Tak, można wyłysieć od stresu.

Gdy łysienie telogenowe nałoży się na powoli postępujące łysienie androgenowe, problem gwałtownie się pogłębia. Części pacjentów wydaje się, że wyłysieli w ciągu tygodnia. Szybkie pogorszenie generuje jeszcze więcej stresu i koło się zamyka. Więcej o zarządzaniu stresem znajdziecie w artykule Stres i naukowe sposoby jego zwalczania.

Co wykluczyć na starcie

Zanim porozmawiamy o metodach leczenia, warto zwrócić uwagę na to, co najczęściej powoduje wypadanie włosów i jak upewnić się, że robimy wszystko, by nie doprowadzić do rozwinięcia problemu. Odpowiedź jest nudna: chodzi o styl życia, zachowania i dietę. O podaż odpowiedniej ilości białka, witamin i minerałów, o równowagę hormonalną i o trening układu sercowo-naczyniowego. Jeżeli zależy wam na zdrowych włosach, powinno wam zależeć na zdrowiu w ogóle.

Do typowych schorzeń imitujących łysienie androgenowe zalicza się choroby tarczycy, niedokrwistość z niedoboru żelaza i niedożywienie. Te trzy rzeczy należy wykluczyć w pierwszej kolejności.

Tarczyca

Tarczyca reguluje mnóstwo funkcji organizmu, także zdrowie włosów, bo produkuje hormony wpływające na metabolizm komórkowy: tyroksynę (T4) i trójjodotyroninę (T3). Problemy z włosami powoduje zarówno niedoczynność, jak i nadczynność.

Niedoczynność spowalnia metabolizm, więc włosy rosną wolniej, są cienkie i łamliwe, szybciej przechodzą w telogen i szybciej wypadają. Nadczynność przyspiesza metabolizm, co prowadzi do zbyt szybkiego dorastania włosów, osłabienia mieszków i ścieńczenia włosa. Dochodzi do tego nadmierna potliwość i stan zapalny skóry głowy, które problem pogłębiają.

Tutaj nie mamy łatwych i tanich rozwiązań ani suplementów. Witamina D, dieta wegetariańska czy ketogeniczna nie zastąpią leczenia. Niezbędna jest diagnoza i terapia. Zróbcie panel tarczycowy i z wynikami idźcie do lekarza rodzinnego lub endokrynologa.

Insulinooporność i IGF-1

IGF-1, czyli insulinopodobny czynnik wzrostu 1, to kluczowe białko regulujące wzrost i rozwój komórek, w tym komórek mieszka włosowego. Jak sama nazwa wskazuje, jest zależny od insuliny, zarówno pod kątem wydzielania, jak i działania w komórce docelowej.

Insulinooporność wpływa więc na poziom i skuteczność IGF-1, a pośrednio na to, jak zdrowe mamy włosy. To tylko jeden z wielu powodów, dla których warto ten problem rozwiązać, a jeśli go nie mamy, zapobiegać jego rozwinięciu. Temat rozwijam osobno w artykule Insulinooporność.

Dieta i niedobory

Większość interwencji w dbaniu o włosy sprowadza się do zwiększenia ukrwienia skóry głowy i dostarczenia większej ilości krwi, a wraz z nią tlenu, do mieszków. Żelazo jest niezbędnym składnikiem hemoglobiny, która ten tlen transportuje. Niski poziom żelaza prowadzi do niedokrwistości, a to zmniejsza ilość tlenu docierającego do skóry, osłabia mieszki, spowalnia wzrost i powoduje ścieńczenie włosa. Jednocześnie wzrost nowego włosa wymaga intensywnych podziałów komórkowych w cebulce, a te potrzebują jeszcze więcej energii.

Niedobory żelaza, zwłaszcza u kobiet, są jedną z najczęstszych przyczyn wypadania włosów. Gdy poziom żelaza jest niski, organizm zaczyna oszczędzać zasoby i wprowadza mieszki w fazę spoczynku. Pamiętajcie też, że żelazo lepiej się wchłania w towarzystwie witaminy C. Większość preparatów o to dba, ale lepiej postawić na jedzenie: cytrusy, ziemniaki, pomidory, zieloną paprykę, sałaty.

Cztery dłonie na czarnym tle, dwie o wyraźnie ciemniejszej, brązowej skórze zestawione z dwiema o skórze jasnej
Przebarwienia skóry w zaawansowanej hemochromatozie.

Problemem jest również nadmiar żelaza, czyli hemochromatoza. Zbyt wysoki poziom żelaza we krwi wpływa bardzo negatywnie na zdrowie: nasila stres oksydacyjny i stan zapalny, powoduje zaburzenia hormonalne, w tym tarczycowe, i odkłada się w skórze.

Świetnym pomysłem jest za to trening cardio. Stymuluje wydzielanie erytropoetyny, czyli hormonu pobudzającego produkcję krwinek czerwonych. Lepsze krążenie, więcej krwinek, więcej tlenu dla całego organizmu, w tym dla włosów. Więcej o budowaniu wydolności znajdziecie w artykule Wysiłek fizyczny i trening.

Witamina D i pozostałe witaminy

Witamina D jest ściśle zaangażowana w szlaki sygnałowe wzrostu i różnicowania mieszków włosowych. Większość badań pokazuje zależność między niskim poziomem witaminy D we krwi a łysieniami niebliznowaciejącymi: telogenowym, androgenowym i plackowatym. O niedobór szczególnie łatwo w Polsce, zwłaszcza od września do kwietnia. Nie bez powodu suplementację 2000–4000 IU dziennie polecam praktycznie każdemu. Nie więcej.

Mógłbym tu opowiadać o wszystkich minerałach i witaminach, bo mechanistycznie prawie każda z nich bierze udział w jakiejś reakcji w procesie budowy włosa. Mógłbym przy okazji sprzedawać wam własne suplementy sprowadzane hurtowo z drugiego końca świata. Ale to tak nie działa. Dbając o prawidłową dietę, zapewniacie sobie wystarczające spożycie witamin i minerałów, z wyjątkiem witaminy D. Suplementacja rzadko przynosi efekty, bo realne niedobory występują rzadko, a wchłanialność bywa kiepska. Dużo lepiej po prostu zdrowo jeść.

Biotyna, czyli witamina od urody

Biotyna od lat uchodzi za witaminę wspierającą urodę, głównie po tym, jak jedno badanie pilotażowe na kobietach z łamliwymi paznokciami wykazało korzyści z jej stosowania. Dziś jest wszędzie obwołana środkiem poprawiającym wygląd paznokci, skóry i włosów. Te twierdzenia nigdy nie zostały jednak solidnie potwierdzone. Badanie mechanizmu w probówce to nie to samo co efekt końcowy w randomizowanym badaniu na pacjentach.

Poza przypadkami rzeczywistego niedoboru, takimi jak alkoholizm, niektóre terapie przeciwpadaczkowe czy nadmierne spożycie surowego białka jaj, ten suplement nie ma solidnych dowodów na korzyści. I choć nic nie wskazuje, by spożycie biotyny znacznie powyżej zalecanych 5–35 mcg na dobę było toksyczne, pojawia się inny problem.

Z jednej strony brak jednoznacznie potwierdzonych efektów, z drugiej możliwe problemy diagnostyczne, które kosztują pacjenta stres, czas i pieniądze. Po co więc suplementować biotynę?

Odchudzanie, keto i wypadanie włosów

Drastyczne ograniczenie energii, zwłaszcza na ścisłej diecie niskowęglowodanowej lub ketogenicznej, dość często kończy się wypadaniem włosów. Dzieje się tak, bo wiele osób odchudzając się przesadza i tnie kalorie o wiele za mocno. Jedzenie nie jest wyłącznie źródłem energii, ale też witamin i minerałów. Ograniczając mocno węglowodany, ograniczacie też podaż witamin z grupy B i witaminy E, a te odgrywają kluczową rolę w zdrowiu mieszków i w produkcji keratyny.

Jednocześnie mogą pojawić się niedobory żelaza i innych minerałów. Choć w mięsie jest ich sporo, ograniczenie różnorodności diety wpływa na ich wchłanianie, a żelazo wchłania się przecież w obecności witaminy C.

Węglowodany silnie wpływają na poziom insuliny, a ta na produkcję IGF-1, który wspomaga wzrost mieszków i reguluje cykl włosowy. Gwałtowne ograniczenie węglowodanów może obniżyć poziom IGF-1, co spowalnia wzrost włosów i je osłabia. Do tego samo przejście w stan ketozy jest sporym stresem metabolicznym. Kto próbował, ten wie, że przez pierwsze kilka dni człowiek nie czuje się najlepiej.

Deficyt kaloryczny, niezbędny do chudnięcia, sam w sobie jest stresem dla organizmu. W sytuacji stresowej produkujemy więcej kortyzolu, a to uruchamia kaskadę hormonalną, która między innymi zmniejsza ukrwienie mieszków włosowych. A ukrwienie jest kluczowe, żeby włosy rosły.

Rozwiązanie? Odchudzać się zgodnie ze sztuką, czyli w rozsądnym deficycie. Dieta ketogeniczna może wam odpowiadać, ale nie jest niezbędna do chudnięcia, a jej zalety eksponowane w internecie są mocno przesadzone. Jeżeli w trakcie keto lub innej diety wypadają wam włosy, są lepsze sposoby, żeby chudnąć. Szczegóły w artykule Praktyczne wskazówki chudnięcia.

Fundament leczenia

Postępowanie w łysieniu androgenowym opiera się przede wszystkim na zwiększeniu ukrwienia skóry głowy i na ograniczeniu wpływu DHT na mieszki. Zanim przejdziemy do konkretów, trzy zasady, o których warto pamiętać.

  1. To nie jest wyleczenie, tylko zarządzanie problemem. Działanie jest tymczasowe i zależy od regularności. Po przerwaniu terapii włosy zaczną ponownie wypadać. Na dziś nie potrafimy tego problemu wyleczyć, więc rozpoczynając terapię, decydujesz się na nią na lata.
  2. To wymaga czasu. Wygląd głowy nie poprawi się dzień po rozpoczęciu. Leki działają od razu, ale włos potrzebuje czasu, żeby urosnąć. Sześć miesięcy to minimum, zanim uznamy, że terapia nie działa.
  3. Na zdrowie włosów wpływa twoje ogólne zdrowie. Naprawdę. Zarówno ciało, jak i psychika. Skuteczne postępowanie zwykle wymaga zmian w stylu życia: poprawy diety, redukcji stresu, regularnego wysiłku i dbania o zdrowie psychiczne.

Leki rozszerzające naczynia skóry głowy

Pierwszy filar to preparat miejscowy, który rozszerza naczynia krwionośne skóry głowy. Pierwotnie opracowano go jako lek na nadciśnienie, a jego działanie na włosy odkryto przypadkiem, gdy pacjenci zaczęli zgłaszać zwiększoną gęstość owłosienia jako działanie niepożądane. Działa u kobiet i u mężczyzn, a jego skuteczność potwierdza wiele badań klinicznych.

  • Rozszerza naczynia krwionośne, co jest główną drogą do zwiększenia ukrwienia skóry.
  • Stymuluje prostaglandyny PGE2.
  • Zwiększa wydzielanie VEGF, czyli czynnika wzrostu śródbłonka naczyniowego, który wspiera regenerację i powstawanie nowych naczyń.

Efekty wymagają konsekwentnego stosowania przez kilka miesięcy, zwykle 3–6. Działanie jest tymczasowe, więc odstawienie zwykle kończy się utratą odrośniętych włosów w ciągu kilku miesięcy. Preparat nie zadziała u wszystkich, zwłaszcza przy zaawansowanym łysieniu, i nie rozwiązuje głównej przyczyny problemu, czyli wrażliwości mieszków na DHT. Do częstych działań niepożądanych należą podrażnienie skóry głowy, świąd i niepożądany wzrost włosów na twarzy. Rzadko może pojawić się spadek ciśnienia krwi wynikający z działania ogólnoustrojowego.

Leki blokujące przemianę testosteronu do DHT

Drugi filar to leki na receptę z grupy inhibitorów 5-alfa-reduktazy, czyli blokujące przemianę testosteronu do DHT. Wykazały bardzo dobre wyniki u znacznej części pacjentów z łysieniem androgenowym. To jedyne leczenie przyczynowe, bo faktycznie obniża stężenie DHT, a jak omawialiśmy, to ten hormon i jego receptory w skórze głowy w dużej mierze odpowiadają za problem.

Problem polega na tym, że DHT jest nam potrzebny, zarówno mężczyznom, jak i kobietom. Obniżanie jego stężenia może wiązać się ze spadkiem libido, zaburzeniami erekcji i problemami z ejakulacją. Rzadziej pojawiają się ginekomastia i tkliwość piersi. U niektórych osób opisywano objawy depresyjne i lękowe. W rzadkich przypadkach po zakończeniu długotrwałej terapii opisuje się zespół, który nie jest oficjalną jednostką chorobową, a jego mechanizmy są nadal badane.

W tej grupie istnieje też silniejsza cząsteczka, stosowana czasem poza zarejestrowanym wskazaniem. Obniża stężenie DHT mocniej, co oczywiście wiąże się z większym ryzykiem działań niepożądanych. Nie myślcie o niej na początku drogi i porozmawiajcie o niej z lekarzem.

Fundamentem postępowania w łysieniu androgenowym są te dwie grupy stosowane razem. Reszta metod, choć część z nich ma coraz lepsze dowody skuteczności i bezpieczeństwa, stanowi uzupełnienie, które poprawia wyniki osiągane dzięki tym dwóm filarom.

Szampony przeciwgrzybicze i z cynkiem

Wierzcie lub nie, ale macie grzyba na głowie. Choć umyta skóra wydaje się czysta, żyje na niej mnóstwo bakterii, rozpoznano ich około tysiąca gatunków, oraz kilkadziesiąt gatunków grzybów. Są integralną częścią skóry, a zdrowy organizm normalnie sobie z nimi radzi. Część jest wręcz pomocna i żyjemy z nią w symbiozie. Problem pojawia się przy zakażeniu patogenem lub gdy spada nasza odporność i mikroorganizmy, które zwykle nas kolonizują, pozwalają sobie na więcej.

Wiemy już, że dostępne bez recepty szampony przeciwgrzybicze o działaniu przeciwzapalnym i antyandrogenowym mogą wspierać postępowanie w łysieniu androgenowym. Badania wykazały, że zmniejszają stan zapalny, a korzyści odnoszą także kobiety z hiperandrogenizmem i łysieniem androgenowym. Podobnie działają szampony z cynkiem. Praktyczna wskazówka jest prosta: zamieńcie zwykły szampon na taki preparat i stosujcie go 2 razy w tygodniu, pozostawiając na skórze przez 3–5 minut przed spłukaniem.

Substancje, o których usłyszycie

Kofeina jest popularnym składnikiem szamponów na wypadanie włosów, ale brakuje mocnych dowodów u ludzi. Badania, o których usłyszycie, to głównie badania in vitro, czyli na szkle. Teoretycznie kofeina może stymulować mieszki, działając jako inhibitor fosfodiesterazy i rozszerzając naczynia. Można spróbować, ale nie ma twardych dowodów, bym mógł ją polecać.

Analogi prostaglandyn F2-alfa to leki na receptę stosowane w jaskrze. Podawane jako krople do oczu okazały się pobudzać porost rzęs poprzez wydłużanie anagenu. Wstępne badania sugerują, że mogą stymulować porost włosów także na skórze głowy, ale brakuje dużych badań klinicznych w łysieniu androgenowym. Pochodne tych substancji trafiają do kosmetyków na porost rzęs dostępnych bez recepty. Trudno to polecać z czystym sercem.

Peptydy biomimetyczne, w tym peptydy miedziowe, mogą działać przeciwzapalnie i stymulować mieszki, ale brakuje badań na ludziach. Znajdziecie mnóstwo substancji z „potwierdzonym naukowo działaniem”. To „potwierdzone naukowo” bardzo często oznacza jedno lub dwa badania na komórkach na szalce, a to absolutnie nie oznacza, że dane rozwiązanie działa u żywych ludzi.

Mikroigłowanie

Kobiety mogły już o tym słyszeć, bo mezoterapia mikroigłowa jest z powodzeniem stosowana w klinikach medycyny estetycznej. Mikronakłuwanie skóry to uznana w dermatologii forma terapii blizn zanikowych i potrądzikowych, rogowacenia słonecznego oraz zaburzeń pigmentacji, takich jak bielactwo i melasma.

Mikroigły mają długość od 0,25 mm do 2,5 mm, a regularne nakłuwanie nimi skóry działa dwojako. Po pierwsze, faktycznie rani. Powstanie rany uruchamia gojenie, czyli kaskadę czynników wzrostu, które stymulują powstawanie nowych komórek skóry wraz z kolagenem i elastyną. To zwiększa ukrwienie i odmładza skórę. Po drugie, umożliwia przedostanie się substancji przez warstwę rogową naskórka głębiej, do naskórka i skóry właściwej. Naskórek ma zaledwie 0,1 mm grubości, ale składa się z kilkunastu warstw martwych komórek, których zadaniem jest zapobieganie wchłanianiu substancji z zewnątrz. Naprawdę niewiele wchłania się przez skórę i to każe zastanowić się nad skutecznością wielu nakładanych kosmetyków.

W 2013 roku ukazała się praca, w której mikroigłowanie raz w tygodniu w połączeniu z preparatem miejscowym dało istotnie lepsze wyniki niż sam preparat. Od tego czasu prac na ten temat pojawiło się znacznie więcej i wiemy dziś na tyle dużo, żeby z czystym sumieniem tę metodę polecać. Jest relatywnie tania i skuteczna.

Porównanie dwóch urządzeń do mikroigłowania w przekroju skóry: roller z igłami wbijającymi się pod kątem i szarpiącymi tkankę oraz pen z igłami wchodzącymi pionowo
Roller nakłuwa skórę pod kątem, przez co rana jest większa niż przy igłach wbijanych pionowo.

Urządzenia do mikroigłowania to rollery, stampy i automatyczne peny. Peny uchodzą za najlepsze, choć nie wiadomo dokładnie o ile, i są najdroższe. Tańsze rozwiązania to stampy i rollery, przy czym stamp jest lepszą alternatywą dla rollera. Rolując, uszkadzamy skórę pod kątem, a powstająca rana jest większa, niż byśmy chcieli. Im dłuższe igły, tym większe ma to znaczenie.

Czy to boli? Zależy od progu bólu i długości igieł. Igły około 0,25 mm są zupełnie znośne, 0,5 mm dla mnie bezproblemowe, a przy 0,75 mm robi się naprawdę nieprzyjemnie. Na dłuższe zdecydowałbym się tylko ze znieczuleniem miejscowym. Nie używamy igieł dłuższych niż 1 mm na skórze głowy i twarzy. Dłuższe stosuje się w leczeniu blizn w innych okolicach ciała.

Czy to bezpieczne? Tak. W pracy zbiorczej podsumowującej 17 badań na łącznej grupie 536 osób nie zgłoszono żadnych poważnych działań niepożądanych. Wśród łagodnych najczęściej wymieniano przemijający ból, podrażnienie skóry głowy i łagodne zaczerwienienie.

Czy da się to zrobić samemu? Zabieg można wykonać w klinice, ale tak, poradzicie sobie sami. Trzeba zdezynfekować skórę, użyć sterylnego urządzenia i przyciskać pen lub stamp albo rolować aż do zaczerwienienia skóry. W części prac nakłuwano skórę do pojawienia się krwi, ale autorzy zaznaczają, że nie wiemy, czy jest to skuteczniejsze.

Danych jest za mało, by wyłonić najlepszy protokół, ale wygląda na to, że rozsądnie jest używać igieł 0,25 mm dwa razy w tygodniu albo 0,5 mm raz w tygodniu, ewentualnie 1,0 mm raz na dwa tygodnie, i wtedy trzeba liczyć się z bólem. Lepiej robić to rzadziej niż częściej. Preparaty miejscowe stosujemy zgodnie z zaleceniem lekarza, a w dniu mikroigłowania łączymy je z zabiegiem.

Terapia światłem

W 1967 roku Endre Mester jako pierwszy zaobserwował, że myszom poddanym działaniu lasera podczas eksperymentów nad rakotwórczością ekspozycji laserowej odrastały włosy na wygolonych obszarach znacznie szybciej niż myszom z grupy kontrolnej. Później opisywano paradoksalny wzrost włosów na obrzeżach obszarów poddanych laserowemu usuwaniu owłosienia. Te obserwacje zainspirowały badania nad terapią światłem o niskim poziomie energii w łysieniu androgenowym u mężczyzn i kobiet.

Ponad pół wieku później wiemy dużo więcej o tym, jak światło wpływa na komórki, szczególnie komórki skóry. Kilka urządzeń jest zarejestrowanych jako wyroby medyczne, a taka rejestracja wymaga badań potwierdzających bezpieczeństwo i działanie.

Terapia laserem o niskim poziomie energii długo dominowała w fototerapii, ale ma sporo ograniczeń: skomplikowane warunki kliniczne, wąski zakres używanych długości fal i ograniczony obszar naświetlania. Zabiegi wykonywano głównie w klinikach, bo domowe urządzenia laserowe były i nadal są bardzo drogie. Diody LED wygodnie eliminują te ograniczenia, są tańsze i bardziej kompaktowe. Ich moc jest znacząco niższa, przez co są mniej inwazyjne i bezpieczniejsze dla tkanek. Badania wskazują, że są nieablacyjne i nietermiczne, a bez stosowania fotouczulaczy nie powodują uszkodzeń skóry. U pacjentów po terapii LED nie odnotowano bólu, obrzęku ani złuszczania skóry.

  • Pobudzenie mitochondriów: światło aktywuje cytochrom c oksydazę, co zwiększa produkcję ATP, czyli energii dla komórek. Wyższa dostępność ATP wspiera funkcjonowanie i regenerację mieszków.
  • Sygnalizacja przez reaktywne formy tlenu: niewielkie ilości ROS działają jak sygnał dla komórek, stymulując proliferację i naprawę, a w mieszkach mogą promować anagen.
  • Regulacja ekspresji genów: fototerapia moduluje geny związane ze wzrostem włosów, w tym VEGF odpowiedzialny za angiogenezę, oraz geny hamujące apoptozę komórek mieszka.
  • Zwiększony przepływ krwi: wspomaga mikrokrążenie w skórze głowy, poprawiając dostarczanie tlenu i składników odżywczych.
  • Redukcja stanu zapalnego: światło czerwone i bliskiej podczerwieni obniża poziom cytokin prozapalnych, na przykład IL-6 i TNF-alfa, związanych z miniaturyzacją mieszków.

Rozwój technologii i miniaturyzacja sprawiły, że niegdyś drogie zabiegi dostępne wyłącznie w klinikach, czyli mikroigłowanie i fototerapia, można dziś wykonywać regularnie w domu. Na rynku znajdziecie maski i czapki LED. Koszt najtańszych czapek to około 400 zł i na szczęście jest to zakup jednorazowy.

Po jednorazowej terapii LED nie spodziewajcie się spektakularnych zmian. Urządzenia stosuje się zwykle po kilka lub kilkanaście minut, 3 razy w tygodniu, przez kilka miesięcy. Dokładny czas naświetlania zależy od mocy diod, więc warto zapoznać się z danymi producenta konkretnego urządzenia.

I to w zasadzie tyle, jeśli chodzi o działania, które możemy podjąć samodzielnie. Na rynku znajdziecie mnóstwo innych rozwiązań, ale według najlepszej wiedzy medycznej brakuje dowodów, że rzeczywiście pomagają. Dlatego polecam tylko te.

Zabiegi w klinice

Poza wachlarzem prostych narzędzi medycyna dysponuje metodami znacznie bardziej zaawansowanymi, choć niekoniecznie znacznie skuteczniejszymi. Są dostępne w wyspecjalizowanych klinikach i bywają bardzo drogie. Co ważne, decydując się na nie, i tak dostaniecie od lekarza zalecenie stosowania opisanych wcześniej leków.

Komórki macierzyste

Teoretycznie moglibyśmy pobrać komórki macierzyste, założyć kolonię w probówce, odpowiednio je zmodyfikować, tak by dawały bujną czuprynę, a potem wstrzyknąć w skórę głowy. Niestety nie jest to takie proste. Komórki zmodyfikowane i mnożące się bez końca mają w medycynie swoją nazwę: nowotwór. Terapie genetycznie modyfikowanymi komórkami macierzystymi, choć mają ogromny potencjał, obarczone są sporym ryzykiem i nie są legalne w Polsce ani w Europie. Dopóki nie rozwiążemy kwestii bezpieczeństwa, to się nie zmieni. Terapie zarodkowymi komórkami macierzystymi są nielegalne z powodów etycznych.

Mamy natomiast do dyspozycji komórki macierzyste niemodyfikowane genetycznie i takie terapie są w Polsce dostępne. Komórki pobiera się najczęściej z tkanki tłuszczowej pacjenta lub z jego mieszków włosowych, rzadziej ze szpiku kostnego, bo to kosztowne, bolesne i wymaga rekonwalescencji. Efekty nie są kosmiczne, ale pojawiają się już po jednym zabiegu. Badań naukowych na ten temat jest bardzo mało i nie są najlepszej jakości, ale te, które mamy, są obiecujące.

Przeszczep włosów

W łysieniu androgenowym metody chirurgiczne to jedyna opcja trwałego odzyskania włosów w zaawansowanych przypadkach, gdy leczenie farmakologiczne nie przynosi oczekiwanych efektów. Przeszczep jest najskuteczniejszą metodą chirurgiczną. Opiera się na zasadzie dominacji dawcy: włosy pobrane z okolicy potylicznej, która nie ulega miniaturyzacji pod wpływem DHT, zachowują swoje właściwości po przeszczepieniu w obszary objęte łysieniem. Technik jest kilka, a wyjaśni je specjalista z kliniki, z którą będziecie się kontaktować.

Reszta to ciekawostki. Włosy można przeszczepić z innych części ciała, ale to słabe rozwiązanie, bo na przykład włosy z klatki piersiowej są kręcone. Kiedyś zmniejszano też skórę głowy, wycinając jej fragment, ale metoda nie jest już stosowana ze względu na powikłania i nienaturalny efekt. Wszczepia się również implanty syntetyczne, które dają natychmiastowy efekt wizualny, ale metoda jest kontrowersyjna: wysokie ryzyko stanów zapalnych i odrzutu, konieczność bieżącego uzupełniania i mało naturalny wygląd. Większość specjalistów ją odradza.

Podsumowanie

Łysiejesz, chcesz zapobiec łysieniu albo po prostu zadbać o dobry wygląd włosów? Na dziś medycyna może zaproponować tylko tyle. Podchodź sceptycznie do informacji w internecie, a swoje działania opieraj przede wszystkim o potwierdzone naukowo metody.

Czynniki wpływające na zdrowie włosów

  • Tarczyca: zarówno niedoczynność, jak i nadczynność powodują problemy z włosami.
  • Żelazo: niedobór osłabia mieszki i nasila wypadanie, nadmiar w postaci hemochromatozy też jest problemem.
  • Witamina D: niedobór wiąże się z łysieniami niebliznowaciejącymi, rozsądna suplementacja to 2000–4000 IU dziennie.
  • Dieta i stres metaboliczny: drastyczne cięcia kaloryczne, zwłaszcza na diecie ketogenicznej, sprzyjają wypadaniu przez niedobory witamin z grupy B i obniżenie IGF-1.
  • Stres emocjonalny: aktywuje oś podwzgórze-przysadka-nadnercza, podnosi kortyzol i przyspiesza przejście włosów w telogen.

Kluczowe zasady postępowania

  1. To zarządzanie problemem, a nie wyleczenie. Wymaga ciągłego stosowania.
  2. Efekty są widoczne po co najmniej 6 miesiącach, wcześniej nie ma sensu oceniać terapii.
  3. Fundamentem jest połączenie preparatu miejscowego rozszerzającego naczynia z lekiem blokującym przemianę testosteronu do DHT, dobranym przez lekarza.
  4. Uzupełnieniem o dobrych dowodach są mikroigłowanie, szampony przeciwgrzybicze lub z cynkiem oraz terapia światłem.
  5. Ogólne zdrowie, czyli dieta, stres, sen i trening, ma znaczący wpływ na efekt.
  6. Przed rozpoczęciem warto wykluczyć inne przyczyny wypadania: choroby tarczycy, niedobór żelaza, niedożywienie.

Jeśli chcesz sprawdzić swoje zapotrzebowanie na białko, kalorie czy wodę, znajdziesz to w naszych narzędziach. A jeśli chcesz omówić swój przypadek z lekarzem, umów konsultację w sprawie włosów.

Bibliografia: przegląd systematyczny dotyczący mikroigłowania w zaburzeniach wypadania włosów, PMC10047891, oraz opracowanie polskich autorów na temat terapii komórkami macierzystymi w łysieniu, PubMed 39458553.

Treść ma charakter wyłącznie edukacyjny i nie zastępuje konsultacji z lekarzem. O zasadności jakiegokolwiek postępowania decyduje lekarz po ocenie Twojego stanu zdrowia. Zobacz nasze standardy redakcyjne.